pisze tata: Kiedyś miałem przyciąć drzwi na 176cm a uciąłem na 167cm razem z zawiasem...To najlepszy przykład czym jest czeski błąd. Dziś takie misejki zdarzyły mi sie już chyba z milion razy. Powiedziałem na mizerie że to kartofle i zamiast filmu "Statyści" wypożyczyłem "Dublerów". Chyba czas na jakiś wypoczynek.
PS. Laleczkę karmi mama więc sobie "komputeruję"
Jakaś nieproporcjonalna jest nasza córeczka.. Wazy 5300 a wzrostu ma 68 cm. Wychodzi, że wagowo jest pomiedzy 10 a 25 centylem, a wzrostowo daaaaleko powyżej 97 centyla, czyli poza normą. To może jednak nie będzie żołnierzem, ani siatkarką, tylko zwykłą, dość wysoką drewnianą podpórką, skoro już nie może być zwykłym nieciekawym krzakiem..
Dzisiaj na spacerze założyła sobie na całą buźkę czapeczkę i zasnęła, a potem obudziła się wściekła, że nic nie widzi i rozryczała wniebogłosy ;-) Śmieszny dzidziuś.
Był piątek 22 września, czyli sam koniec najgorętszego od 220 lat polskiego lata i sam początek najgorętszej od 22 lat polskiej jesieni. Termin porodu wyznaczony był na za tydzień, a umówionej cesarki na poniedziałek. Planowaliśmy nasz ostatni weekend w dwójkę:-) Poprzedniego dnia zaliczyliśmy kino (druga część Piratów z Karaibów).
Dzień spędziłam miło w domu. Wieczorem szliśmy do teatru. Teatr należy do gatunku takich bardziej offowych, więc ostatni spektakl, jaki widziałam w ciąży obfitował w nieprzyzwoite sceny i wyrazy:-) Widownia zbudowana z niezbyt wygodnych ławeczek i krzesełek, ale czego człowiek (nawet bardzo ciężarny) nie robi dla sztuki. Niestety już w samochodzie rozbolał mnie brzuch. A właściwie nie brzuch a żołądek.. Bolał mnie okropnie i było mi na nim ciężko, trochę tak jakbym miała potworną sraczkę, której de facto nie miałam. W każdym razie zniosłam z tym bolącym żołądkiem całe przedstawianie (tak, tak...czego to człowiek nie robi dla sztuki:-)
Po teatrze wróciliśmy do nas- z Szogunem, Martą i Wiesiem. Byla super impreza- każdy z nas losował piosenkę ze śpiewnika i następnie musiał ją zaśpiewać- było Boże coś Polskę, i kolędy i Makumba. I jeszcze kilka niezłych kawałków;-))) Wypiłam lampkę czerwonego wina- żołądek odpuścił i wtedy, właśnie wtedy mój ukochay mąż- Borys Jerzy zapytał, czy on może też coś wypić. Nie używał alkoholu od jakiś dwóch tygodni na wypadek, gdybym zaczęła rodzić, ale była 23, ja się czułam świetnie, nic mnie nie bolało. Pozwoliłam więc. I Borysek się nawalił..
Poniżej ostatnie godziny, kiedy Emka była jeszcze w brzuszku:

No właśnie... Borys pijany a ja odkrywam, że zaczęłam krwawić!! I chyba jakiś skurcz też sie pojawia... ale pewna nie jestem Cholera jasna- co robić?! Do szpitala jechać? Ale jak? PRZECIEŻ TO MĘŻOWIE ZAWOŻĄ ŻONY NA PORODÓWKĘ!!!! Zresztą czy ja naprawdę rodzę?! Może wcale nie? Do licha, do licha... Borys!!! Czemu sie upiłeś!!!!! A tam w nosie idę spać. Tylko jeszcze sprawdzę czy pokrwawiam. Kurde- pokrwawiam... Dobra jadę sama.
Posadziłam Boryska na siedzeniu pasażera i pojechałam do szpitala. Tak na wszelki wypadek, bo byłam przekonana święcie, że mnie z tego szpitala odeślą. Tam mnie obejrzeli i ku mojemu ogromnemu zdziwieniu zostawili! Ale tak raczej na wszelki wypadek. Borys wrócił do domu taksówką. O czwartej mnie w końcu zarejestrowali do szpitala po licznych formalnościach. Leżałam na łóżku porodowym podłączona do jakichś kabli i usiłowałam zasnąć. I wiem już na pewno, że lóżko porodowe się do tego nie nadaje- jest pochyłe i ma takie wgłębienie w okolicach tyłka. Co jakiś czas ktoś mnie badał, aparatura skurczów nie rejestrowała. Ja podsypiałam. Zrobiło się rano. Miałam słabe rozwarcie, była sobota, skurczów TEORETYCZNIE nie było (ja ja czułam i nawet usiłowałam zapisywać, ale były beznadziejnie nieregularne)- nikt sie więc z moją cesarką nie spieszył. Koło 9 przyszedł lekarz i powiedział, że dalej nic i chciał wyjść i wtedy CHLUST! wylaly się wody! Hurra!! Coś się dzieje! Bardzo mnie to ucieszyło!
Powiedzieli, że mnie za 45 minut potną. Borys został zbudzony przeze mnie i zobowiązany do jak najszybszego przyjazdu. No i te 45 minut było okropne. Nie wiem jak kobiety są w stanie urodzć naturalnie- TO BOLI! Miałam skurcze co 30 sekund i cholernie niefajne to uczucie! Ale najbardziej z całego porodu to mnie bolało golenie- brrrrr... na sucho... Włożenie cewnika z kolei nie bolało nic a nic. No i zawieźli mnie na salę operacyjną. A Borys nie zdążył na nią wejść... Podglądał przez szybkę i stamtąd pochodzą zdjęcia.

Dostałam znieczulenie i to było cudowne uczucie ;-) Pani anestezjolog sprawdzała czy już działa przykładając mi coś zimnego do nogi- na wszelki wypadek nakłamałam, że nie działa, żeby mnie przypadkiem nie zabolało, kiedy beda mnie ciąć. I potem zobaczyłam w szybce Boryska- zaczęłam mu machać jedyną wolną ręką. Pani doktor się zdziwiła i zapytała: 'co pani robi?' ja: 'macham do męża' pani doktor: 'ale tu NIE MA pani męża!', ja: 'ależ jest...' ale nie skończyłam bo mi doktorka przyłozyła tlen do twarzy- chyba myślała, że mam halucynacje;-) Potem coś mi majstrowali przy brzuchu i w końcu wyszarpali Emilkę! Pokazali mi ją, pozwolili dotknąć, przyłożyli do twarzy a mi łzy poleciały same..
Potem mnie szyli, podczas czego przysypiałam. A Borys w tym czasie oglądał naszą córeczkę!

Zobaczylismy się, kiedy mnie odwozili na selę pooperacyjną. I Borys powiedział mi jaka cudowna jest nasza córeczka i jaka piękna i w ogóle. Na sali pooperacyjnej byłam jedyna pacjentką. Było sobotnie przedpołudnie- piękna, słoneczna pogoda. Borys przywiózł Emilkę w takiej kuwetce. Troszkę ją karmiłam- ona się tak śmiesznie przysysała;-)

Byliśmy razem, w trójkę cały dzień. Niesamowite to było..
Wszyscy byli życzliwi, wszyscy pomagali, i była z nami w końcu nasza Emka!
Miałam Zupełnie niezwykły miałam poród- mało bólu a bardzo dużo szczęścia![]()
Przed chwilą usiłowałam pokazać Emilce jak wygląda w lusterku. Jednak moja córka zignorowała zupełnie ślicznego bobasa w lustrze i zajęła się kontaktem znajdującym się obok.. Usiłowała nawet podnieść klapkę zabezpieczającą. A kiedy ustawiłam się tak, żeby kontaktu nie było widać, spojrzała łaskawie w lustro, zobaczyła tam Emilkę, bo czym sie poryczała;-) dość oryginalna reakcja na swój włąsny widok.. ![]()
Teraz leży w swoim łózeczku przykryta kocykami i śpi.
pisze tata: "Muzyka dla bobasa" jest niezawodna. Dzięki tej płycie mamy czasami trochę czasu na pisanie blooga.
Całusy dla wszystkich którzy mają mało czasu dla swoich rodzin i dla siebie (praca,obowiazki...). Proponuję żeby te chwile, które już razem spędzacie były niezapomniane, kolorowe i radosne. Trzeba się bardzo starać - cały czas starać ! ! !
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 19637
| « grudzień » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | ||||
| 04 | 05 | 06 | 07 | 08 | 09 | 10 |
| 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 |
| 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 |
| 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 |

Emilia Kostro Gostomska. Córeczka Borysa i Kasi. Miła i kochana laleczka. Lubi kąpiele, mleczko, sen i wygłupy mamy (tata jest śmiertelnie poważnym człowiekiem i sie nie wygłupia nigdy NEWER). Wydaje się że \Emilka wyrasta na fajnego ziomka. Od tyłu wygląda jak emerytowany bibliotekarz. Lewy profil ma mamowy, prawy profil tatowy a od przodu wygląda jak jakiś krasnal.
Ignaś K- G: urodził się i od tego czasu jest z nami. Póki co, jest z nas najmniejszy i pewnie na razie taki pozostanie.
Borysso - rocznik '78. Członek i nieformalny przywódca słynnej wyprawy Borysów. Moim celem jest czynić dobro i dobrze się bawić.
Kasia - Moje motto to: LENISTWO MOTOREM POSTEPU!
Katarzyna Kostro i Borys Gostomski, czyli rodzice Emilki Kostro- Gostomskiej i Ignasia K-G tworzą pamiętnik swojej córeczki swojego synka i trochę też swój.
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: